Czy kiedyś doba była dłuższa? Rozważania, wcale nie filozoficzne, na temat czasu.

Zaczął się Nowy rok. A ja, zamiast entuzjastycznie realizować postanowienia noworoczne, kolejny wieczór spędzam na nieefektywnym usypianiu młodzieńca. Zmęczona rolą matki i obowiązkami domowymi, zastanawiam się jak kiedyś nasze mamy dawały sobie radę, kiedy nie było tych wszystkich udogodnień, które są teraz? Dla mnie doba jest za krótka o jakieś cztery godziny, brakuje mi dwóch godzin na czas dla siebie i dwóch godzin na dodatkowy sen. Ale piszę z perspektywy osoby zajmującej się domem i dwójką małych dzieci na co dzień, tzw. mama 24h. Znana również jako Supermama lub Wielozadaniowiec. Nie rozumiem, jakim cudem mając pralkę, zmywarkę, wszystkie te kuchenne urządzenia, pampersy, interaktywne zabawki dla dzieci, ciepłą wodę non stop i ogrzewanie, ja ciągle uczestniczę w gonitwie codziennych obowiązków.

Pralka. Bez funkcji samowkładającej ciuchy do bębna, ale i tak pomocna. Pierze codziennie. Na studiach miałam okazję wyprać dżinsy w poczciwej Frani. To był odlot. Szczególnie ręczne wirowanie na zasadzie korbki i dwóch wałków. Dlatego uważam, że te cuda, które stoją dziś w naszych łazienkach, tudzież kuchniach, to prawdziwe wybawienie. Nie wyobrażam sobie prania we Frani, nie mówiąc już o praniu ręcznym. Jak więc nasze mamy i babcie dawały radę? I ile to musiało czasu zajmować? W moim domu kosz na brudną odzież zapełnia się w ekspresowym tempie. On nigdy nie jest nawet w połowie pusty. Przyszło mi do głowy pewne rozwiązanie tego problemu. Gdyby najmłodsza Dama nie miała miliona par spodni, koszulek i sukienek, a powiedzmy „trzy na krzyż”, to nie byłoby co prać. Może w tym tkwił sekret prania ręcznego? Prało się mniej i rzadziej bo nikt nie miał tyle ubrań. Dziś niejedno dziecko ma garderobę większą od rodziców. Kolejne postanowienie noworoczne: odchudzić szafy z ubraniami. Wszystkie.

Pampersy. Kolejny genialny wynalazek. Pamiętam, że zanim urodziłam pierwsze dziecko, zarzekałam się, że będę używać pieluszek tetrowych, przez wzgląd na środowisko rzecz jasna. Temat ucichł jak tylko urodziła się Róża. Kto ma dziecko ten zrozumie. To tak jak, mieć możliwość pić szampana na wczasach w Dubaju, ale pić wodę. W Dubaju szampana pije się już do śniadania! Męczyć siebie i dziecko tetrą to skandal w dzisiejszych czasach. Jeszcze opieka społeczna cię ścignie za te odparzenia na małej pupce. Środowisko? Pomyślisz o nim jak się wyśpisz, a wiec jeszcze długo długo nie teraz. Kiedyś nie było wyboru. Tetra i koniec. Jak widać krzywda się nam nie stała ale naszym mamom musiało być ciężko. Choćby ze względu na pranie tetry. Zresztą jakie pranie, pieluchy tetrowe trzeba było wygotować. No bo jak inaczej użyć jej ponownie, jeśli nie wygotujesz wszystkich bakterii i zarazków. Wiadomo, że im bliżej współczesnej pralki tym było łatwiej. Ale znowu pytam, kiedy kobiety miały na to czas?

Zabawki. Najlepiej interaktywne. Grające, mruczące, chodzące, świecące. Nienawidzę ich wszystkich. Ale są. Porozrzucane po całym mieszkaniu, zabawki widmo, które potrafią się odezwać w nocy gdy nikt ich nie dotyka, albo zabawki zdradliwe, na które staniesz i nie możesz wyłączyć, i budzisz malucha. Docelowo powinny zajmować i edukować nasze dzieci. Realnie zajmują ale na dwie minuty. Może pięć. Rozsypywanie mąki albo przesypywanie fasoli okazuje się ciekawszym zajęciem dla dziecka. Dudnienie drewnianą łychą po garach również. Taka więc mała sugestia dla osób niemających a planujących dzieci: nie wierzcie, że grający Goofy nauczy wasze dziecko mówić, nie wierzcie, że biegająca gąsienica zajmie wasze dziecko, a wy w tym czasie ugotujecie obiad. Nie wierzcie w to. Najlepsza gadająca i chodząca zabawka dla dziecka to mama, ewentualnie tata. Jesteś w kuchni to przyczłapie za tobą, siedzisz i pijesz kawę, to sprawdzi co pijesz i twoja kawusia szybko wyląduje na podłodze. Jedyna rzecz, która może się równać, a czasem wręcz przewyższać rodzica, to jego smarfon. A kiedyś? Kiedyś nie było niczego, jak mawiał Kononowicz, i można było ugotować pomidorówkę i utłuc schabowe na obiad, a dziecko zajmowało się samo sobą. Perły nie dzieci. Czy to efekt fasoli i mąki, które ja odkryłam dopiero niedawno?

Usypianie. Myślałam, że gdzieś popełniamy błąd skoro dzieciaki tak opornie kładą się spać wieczorami, ale najwidoczniej tak już mają. Gdy dziecko jest małe i usypia przy cycku, to czujesz się królem, ty rządzisz. Ale gdy kończy się „przygoda z cyckiem”, to trzeba znaleźć dla dziecka jakąś alternatywę w usypianiu. W naszym przypadku odpada noszenie, śpiewanie kołysanek, głaskanie, czytanie bajek. Nie mówiąc już o pozostawieniu ich sam na sam z łóżkiem… Powiem to głośno ale wiem, że nie jestem w tej kwestii osamotniona, mam aplikację do usypiania dzieci. Tak jak mówiłam, testowaliśmy naprawdę wiele sposobów, aby dzieci z przyjemnością kładły się do łóżka i zasypiały. Aplikacja nie jest głupim rozwiązaniem. Do wyboru mamy różne dźwięki: szum suszarki, pralki, bicie serca, jadący pociąg, deszcz… Róża sama decyduje przy czym chce zasypiać  Aplikacja oczywiście nie zawsze się sprawdza, bo niestety nie zagoni dziecka do łóżka, ale i tak jest dużym ułatwieniem. Nasze mamy i babcie nie miały aplikacji. Może włączały odkurzacz, a może znały fajniejsze kołysanki? W zasadzie, to nie wiem jak usypiała nas moja mama, a musiała ogarnąć troje dzieciaków w podobnym wieku. Czyżbyśmy byli tak wzorowi, że po buziaku grzecznie zasypialiśmy?

Takich różnic pokoleniowych jest całe mnóstwo. Mam świadomość, że nasze mamy miały trudniej, jedyne usprawiedliwienie, że częściej miały pomoc kogoś bliskiego. Dziś rozjeżdżamy się po kraju, po świecie, widujemy się z najbliższymi rzadko, brakuje nam dorywczej pomocy mamy czy siostry. Ale i tak mamy łatwiej. Określę to jednym słowem: postęp. Odnoszę jednak wrażenie, że nowe pokolenie też jakieś „postępowe”. Jeszcze nie chodzi i nie mówi a już obsługuje smartfona (chyba rodzą się z tą wiedzą!). Następnym razem, gdy dopadną mnie natrętne myśli w stylu: „nie mam na nic czasu, nie wyrabiam się”, pomyślę o stercie pieluch tetrowych, które mogłyby na mnie czekać, brudnych oczywiście. Po czym zrobię sobie kawę (z ekspresu – 30 sekund!) i postaram się wyłączyć myślenie o wszystkich rzeczach, które „muszę” zrobić i ich nie zrobię: nie poprasuję, nie upiekę ciasta, nie posprzątam pokoju Róży, nie pomaluję paznokci, nie sprawdzę wiadomości w internecie. Może tylko poprzesypuję fasolę do słoiczków razem z Różą. Powiem Wam, że to bardzo rozluźnia. Spróbujcie. Bo chyba oprócz czasu, to brakuje nam jeszcze czasem wyluzowania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    O mnie

    Życie jest proste. Szczęście jest w naszej głowie. Wierzę, że w życiu wszystko zależy od nas samych, to my je kreujemy. Niczego nie szukam, bo mam wszystko. Czasem tylko trochę więcej słońca by się przydało.

    Obecnie moje życie jest przepełnione obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką maluchów. I cieszę się, każdą chwilą, którą mogę spędzić w ten sposób. Życie jest piękne w każdym momencie.