Moje przemyślenia na temat zabawek. I krótka historia o Wełniaku.

Co kupić dziecku, które wszystko ma? Ewolucja sklepów z zabawkami sprawiła, że dwuletnie dziecko, ma mini auto, mini odkurzacz, mini kuchenkę, mini wałek do ciasta, mini wózek, mini komputer, mini deskę do prasowania. Nawet prawdziwy Święty Mikołaj by nie ogarnął.

Mam dwójkę dzieci, dwulatkę i półrocznego niemowlaka. Co za tym idzie, mam też ogromną wprawę i doświadczenie w kupowaniu zabawek dla dzieci. Kto ma dziecko, wie też, jak wygląda pokój współczesnego dziecka – jak chińska fabryka, pełno w nim plastiku. Plastikowy stolik, plastikowa mini kuchenka, plastikowe różowe autko, plastikowe klocki. Ok są też inne materiały: drewniane układanki na przykład. Mamy też kilkanaście nieużywanych lalek, kilkadziesiąt miśków zbierających kurz i niezliczoną ilość pomieszanych puzzli.
Zmieniłam stosunek do zabawek, kiedy zauważyłam, że nie nadążam ze sprzątaniem ich i czyszczeniem z kurzu. Kiedy okazało się, że moje dziecko dłużej bawi się przesypywaniem kilograma fasoli ze słoika w słoik, niż każdą inną interaktywną zabawką jaką posiada. Zabawki kupuję teraz rzadko i bardzo przemyślanie. W przeciwieństwie do książek, bo uwielbiamy i czytamy je wszyscy.

I oto nadchodzi kolejny dzień wręczania podarunków dla naszych pociech! Dzień Świętego Mikołaja! Muffinki już zrobione, stół z przekąskami naszykowany, goście są. Sąsiad w przebraniu Mikołaja puka do drzwi. Dorośli się podniecają, zdjęcia pstrykają, śmieją się z żartów Świętego, HO HO HO! a gdzie gwiazdy wieczoru?? Siedzą niewzruszone. Dwulatka w kącie wydłubuje cukrowe perełki z muffinki. Minę ma co najmniej krnąbrną. Nie bawi ją, ani ta impreza, ani prezenty. A najmłodszy, jeszcze na rączkach u tatusia, nic nie rozumie, ale i do niego Mikołaj zagada, Nikoś odpowie mu dzikim przestraszonym płaczem. Dziesięć minut nie minie, jak Mikołaj się zmyje. Zabawki pozostaną, dzieci łaskawie się nimi pobawią przez chwilę. Dorośli będą się oszukiwać, że dzieciaki jeszcze za małe, może w przyszłym roku im się spodoba.

Okazuje się, że najbardziej przypadkowe rzeczy, najbardziej trafiają w gusta naszych pociech. To nie miśki ich bawią tylko metki, które ktoś im podoszywał na boku. Opowiem Wam o Wełniaku. Wełniak to owca, trochę już poszarzała, ale Róża nie pozwala mi włożyć ją do pralki. Wełniak został zabrany od nastoletniego kuzynostwa, które jak podejrzewam, owcą już się nie bawiło. To była miłość od pierwszego wejrzenia, Róża nie chciała go wypuścić z rąk. Zdziwiło mnie to, jako, że do tej pory gardziła wszelkiej maści maskotkami, zwierzakami, świeżakami. Tak chciałam, żeby miała swoją przytulankę, wydawało mi się to takie słodkie, dzieci mają swoje przytulanki… Moje próby podrzucania jej „króliczków do spania” szły na marne. Róża wszystko wyrzucała z łóżka. I nagle pojawił się Wełniak. Jakie było nasze zdziwienie, gdy Wełniak okazał się jej kompanem do wszystkiego, daje się wozić w wózku i zawsze włazi jej pod pachę gdy idzie spać. Bez Wełniaka już nie zaśnie. Victory.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    O mnie

    Życie jest proste. Szczęście jest w naszej głowie. Wierzę, że w życiu wszystko zależy od nas samych, to my je kreujemy. Niczego nie szukam, bo mam wszystko. Czasem tylko trochę więcej słońca by się przydało.

    Obecnie moje życie jest przepełnione obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką maluchów. I cieszę się, każdą chwilą, którą mogę spędzić w ten sposób. Życie jest piękne w każdym momencie.