Czy kiedyś doba była dłuższa? Rozważania, wcale nie filozoficzne, na temat czasu.

Zaczął się Nowy rok. A ja, zamiast entuzjastycznie realizować postanowienia noworoczne, kolejny wieczór spędzam na nieefektywnym usypianiu młodzieńca. Zmęczona rolą matki i obowiązkami domowymi, zastanawiam się jak kiedyś nasze mamy dawały sobie radę, kiedy nie było tych wszystkich udogodnień, które są teraz? Dla mnie doba jest za krótka o jakieś cztery godziny, brakuje mi dwóch godzin na czas dla siebie i dwóch godzin na dodatkowy sen. Ale piszę z perspektywy osoby zajmującej się domem i dwójką małych dzieci na co dzień, tzw. mama 24h. Znana również jako Supermama lub Wielozadaniowiec. Nie rozumiem, jakim cudem mając pralkę, zmywarkę, wszystkie te kuchenne urządzenia, pampersy, interaktywne zabawki dla dzieci, ciepłą wodę non stop i ogrzewanie, ja ciągle uczestniczę w gonitwie codziennych obowiązków.

Czytaj więcej

Macie swoje rytuały?

Kiedyś zaśmiałam się pod nosem gdy znajoma opowiadała, jak to ma swój niedzielny rytuał przygotowywania i picia kawy. Rytuał… – pomyślałam.
Z czasem uświadomiłam sobie, jaka to genialna myśl, mieć swój własny rytuał. Coś co bez względu na okoliczności sprowadza mnie do stanu przyjemności. Kiedyś miałam więcej rytuałów, i nawet nie byłam tego świadoma, no bo też czasu było więcej, człowiek nie wnikał i nie analizował obecnej chwili. Wieczorem zawsze była telewizja, ulubiony serial, rano, wiadomo, owsianka i tvn24 przed pracą, książka w autobusie, wyjście do baru w piątkowe popołudnie. Świat zmienił się gdy urodziły się dzieci. Rytuał brzmi jak coś abstrakcyjnego, coś niepowtarzalnego. Wieczór sam na sam z mężem zaczyna się o 22 (od paru miesięcy tak zasypiają nam dzieci), sobota i niedziela to zawsze wielka bomba zadaniowa (pranie, sprzątanie, zakupy, kościół, znajomi, spacer), i znów gdzie tu czas na rytuały. Choćbym bardzo chciała, aby nasze życie rodzinne było uporządkowane, posiłki i drzemki o stałych porach (rutyna!), to powiem szczerze, przy dwójce dzieci jest trudno. Dziecko zmienia się z każdym miesiącem i zmieniają się też jego nawyki. To ja się musze dopasować. Ale odbiegam od tematu i niepotrzebnie straszę przyszłe mamy. Przede wszystkim nic bardziej nie ubarwia naszego nudnego życia niż dzieci. To nie tylko ich zabawki czynią nasze mieszkanie kolorowym, żyjąc w tym chaosie i natłoku doświadczeń człowiek naprawdę jest szczęśliwy i spełniony. I zmęczony owszem, ale to marginalne uczucie.

Rytuały powinny być naszym świadomym wyborem na każdym etapie życia. Są ważne bo dają nam chwilę oddechu i poczucie, że proste rzeczy czynią nas szczęśliwym. Bo to nie skok ze spadochronem daje szczęście. Szczęście daje coroczny wyjazd do babci na wieś, lepienie pierogów z mamą w Wigilię, słuchanie bulgotu wody w kawiarce i delektowanie się zapachem kawy, kąpiel przy świecach z ulubioną muzyką raz w miesiącu gdy dzieci pozwolą ci dłużej posiedzieć w łazience. To są te momenty gdy nie pędzimy i nic nie musimy, a przede wszystkim robimy coś dla siebie. Wbrew pozorom nie dla ciała a dla duszy.

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    O mnie

    Życie jest proste. Szczęście jest w naszej głowie. Wierzę, że w życiu wszystko zależy od nas samych, to my je kreujemy. Niczego nie szukam, bo mam wszystko. Czasem tylko trochę więcej słońca by się przydało.

    Obecnie moje życie jest przepełnione obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką maluchów. I cieszę się, każdą chwilą, którą mogę spędzić w ten sposób. Życie jest piękne w każdym momencie.