Kłótnie małżeńskie i co z nich wynika

Kiedyś pokłóciłam się z mężem, że nie gotuje, że się nie stara, że wszystko ja, i takie tam durnoty…. Hormony, jak nic. Gdy przyszła skrucha i wyrzuty sumienia, przeprosiłam go, i żeby nie było mu przykro, że wytknęłam mu jego brak kulinarnych aspiracji rzekłam: „nie martw się, nie każdy jest Gordonem w kuchni…”. Bardziej jednak do siebie powinnam była skierować te słowa. Oczekujemy zbyt wiele od tej drugiej osoby. Stąd biorą się niepotrzebne konflikty. Nagle próbujemy formować naszego partnera, zapominając o podstawowej zasadzie udanego związku: AKCEPTACJA.

Może i chciałabym mieć podany trzydaniowy obiad co drugi dzień (przy jednoczesnym porządku w kuchni!) ale to nierealne. Mój mąż nigdy nie będzie gotować zawzięcie i z pasją jak Gordon Ramsay, on po prostu tego nie czuje. Kwestia nakarmienia rodziny spoczywa na moich barkach. Ale za to, z nikim nie czuję się tak bezpiecznie w samochodzie jak z moim mężem. Bo z niego jest prawdziwy Kubica (w przeciwieństwie do mnie, o czym ciągle muszę mu przypominać, ja Kubicą nie jestem, typowa baba za kółkiem).

Każdy z nas jest w czymś dobry. Owszem, możemy dokształcać się na innym polu, uczyć się nowych rzeczy i być otwarci na nie. Tylko nie powinniśmy wypominać tego innym. Nie można być doskonałym we wszystkim, ba, nie warto nawet! Lepiej skupić się na kilku rzeczach niż brać wszystko na raz. W pewnych sprawach warto być przeciętnym. Ze mnie na przykład taka ppd (perfekcyjna pani domu), że po wyjściu z Lidla pogubiłam ziemniaki na parkingu. Zgrywałam niezależną i pewną siebie laskę (w końcu bez dzieci! niemamuśka!), która wyskoczyła na małe zakupy i wraca do auta, wiatr we włosach, skóra błyszczy i nagle bach, siatka się urwała. Pewna siebie pozbierałam, ale nie ominęła mnie konfrontacja, z takim że też pewnym siebie panem, który także wybrał się na małe zakupy do Lidla: „ziemniaki pani pogubiła, proszę jeszcze jeden”, i wręczył mi ziemniaka. Wróciłam na ziemię. Wniosek jest następujący, nie świrujmy, bądźmy sobą. I nie oczekujmy też od kogoś aby był kimś innym.

Nie każdy jest Gordonem i umie gotować, nie każdy ma pedantyzm we krwi i porządek dookoła, nie każdy kocha sztukę i będzie biegał z wami po muzeach, nie każdy ma twardy łeb i będzie wam dotrzymywał kroku w piciu.

Na koniec takim inteligenckim cytatem rzucę: „Zanim zaczniesz być kimś, najpierw bądź samym sobą”. – Fiodor Dostojewski 😎

I kilka zdjęć, bo jesień wciąż piękna.

Lubię jesień. Znów odkrywam ją na nowo.

Jesień ach to Ty… W momencie, gdy piszę ten post za oknem pada deszcz. Słońca nie widziałam już od dawna, zimny wiatr daje się odczuć przy otwartym oknie. A wydawało mi się, że wciąż trwa lato, wciąż jest sierpień. Nie, to październik. A zaraz listopad. To jesień. Pora spadających liści, i mokrych butów. Pora gdy okrywamy się wielkimi szalami i zakładamy rękawiczki bez palców. Pora gdy na nowo odkrywamy urok ciepłej herbaty. Jesień to czas kiedy oglądam najwięcej filmów, bo w końcu ile można spacerować w deszczu. Jesienią w mojej kuchni jest pomarańczowo, tak jak za oknem, robię krem z dyni, ciasto dyniowo-marchewkowe, dżem z jabłek. Pachnie cynamonem i imbirem. Z szafy wyciągam grube swetry i jestem szczęśliwa, że znów mogę je na siebie włożyć. Kozaki, jak ja tęskniłam za kozakami! I powoli zaczynające się wyprzedaże. Jesień jest cudowna. Trochę sentymentalna. Zamiast dać się wciągnąć jesiennej chandrze z braku słońca, proponuję inwestycję w kalosze. I w teren. Najlepiej z aparatem. Ja tylko czekam, aż małe brzdące się obudzą i ruszamy. Uwielbiam zapach powietrza tuż po deszczu. Ach ty Jesień.

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    O mnie

    Życie jest proste. Szczęście jest w naszej głowie. Wierzę, że w życiu wszystko zależy od nas samych, to my je kreujemy. Niczego nie szukam, bo mam wszystko. Czasem tylko trochę więcej słońca by się przydało.

    Obecnie moje życie jest przepełnione obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką maluchów. I cieszę się, każdą chwilą, którą mogę spędzić w ten sposób. Życie jest piękne w każdym momencie.