Kiedy nie ma taty w domu… Wycieczka z dziećmi

Z dziećmi to jest tak, że jak nie zęby to katar, jak nie katar to kleszcz, jak nie kleszcz to trzydniówka, jak nie trzydniówka to biegunka… Czyli zawsze coś :). I za nic nie można do tego przywyknąć.

U nas właśnie kończy się kolejny epizod chorobowy, więc umęczona siedzeniem z dziećmi w domu, już z samego rana wybrałam się z nimi na spacer. Minęło dobre pół godziny nim udało mi się ich złapać i przygotować do wyjścia. Już lekko zmęczona zeszłam na dół, niosąc Młodego pod jedną  i rowerek Róży pod drugą pachą, by na dole dowiedzieć się, że nie ma wózka, a to znaczy, że jest w aucie a kluczyki zostały w domu… Zaciskam zęby, w myślach już dzwonię do Marcina (#@&$¥#), wtaczam się z Nikosiem z powrotem na górę, na trzecie piętro, nie ma windy, Róża czeka na dole z rowerkiem. Parę minut później Nikoś już siedzi zapakowany w wózku, Róża na rowerku – jedziemy. Pot ze mnie spływa, a to dopiero początek spaceru.

Czytaj więcej

W poszukiwaniu piękna

Znalazłam profil na Instagramie: rodzina idealna. Ona, on i dwójka małych dzieci. Ona ćwiczy jogę i zajmuje się dziećmi na co dzień. On tata pracujący, z wyglądu przypomina modela z reklamy bokserek Calvina Kleina. Mieszkają gdzieś w Kopenhadze albo innym czystym ekologicznym mieście do którego smog nie dociera…

Czytaj więcej

Czy kiedyś doba była dłuższa? Rozważania, wcale nie filozoficzne, na temat czasu.

Zaczął się Nowy rok. A ja, zamiast entuzjastycznie realizować postanowienia noworoczne, kolejny wieczór spędzam na nieefektywnym usypianiu młodzieńca. Zmęczona rolą matki i obowiązkami domowymi, zastanawiam się jak kiedyś nasze mamy dawały sobie radę, kiedy nie było tych wszystkich udogodnień, które są teraz? Dla mnie doba jest za krótka o jakieś cztery godziny, brakuje mi dwóch godzin na czas dla siebie i dwóch godzin na dodatkowy sen. Ale piszę z perspektywy osoby zajmującej się domem i dwójką małych dzieci na co dzień, tzw. mama 24h. Znana również jako Supermama lub Wielozadaniowiec. Nie rozumiem, jakim cudem mając pralkę, zmywarkę, wszystkie te kuchenne urządzenia, pampersy, interaktywne zabawki dla dzieci, ciepłą wodę non stop i ogrzewanie, ja ciągle uczestniczę w gonitwie codziennych obowiązków.

Czytaj więcej

Zróbmy sobie kolor

Kolorowa rewolucja czas start.

Bardzo lubię otaczać się kolorami. Choć nigdy jakoś specjalnie nie przywiązywałam do nich wagi, to zdarzało mi się dostać wypieków na twarzy na widok boskiego czerwonego swetra. Z kolorami eksperymentowałam dużo. W przeciągu dwóch lat, trzy razy przemalowałam sypialnię (za trzecim razem sama bo mąż już się zbuntował) raz na biało, potem na bardzo ciemną zieleń, a na koniec na kremowy. Dało się. Każdy kolor mi się podobał, ale nie sądziłam, że na tak krótko. Doświadczenie nauczyło mnie szaleć z kolorami na wszystkim, ale jak najmniej na ścianach. Tym sposobem, mam żółty fotel, czerwone krzesła, czarne zasłony, zielony dywan… Czytaj więcej

Dan-Sha-Ri czyli jak posprzątać by oczyścić swoje serce i umysł

dan-sha-ri

Chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami na temat książki Hideko Yamashita. W zasadzie refleksjami jakimi wypełnił się mój umysł po przeczytaniu jej. O książce powiem tylko, że jest dobra i warto było ją przeczytać bo na pewno wpłynęła na moje życie. Oprócz tego, że Hideko nauczyła mnie sprzątać, to uświadomiła bardzo ważną rzecz. Jak bardzo staliśmy się konsumpcyjni, jak bardzo pragniemy posiadać i jak jesteśmy przez to zniewoleni. Przedmioty nami rządzą a nie my nimi. Mało tego, zakopujemy się w nich coraz bardziej przez co nasze „ja” jest schowane gdzieś za stertą niepotrzebnych ciuchów i setki lakierów do paznokci w kolorze czerwonym… Tymczasem, kiedy my mamy tyle zbędnych rzeczy, po drugiej stronie globu ktoś marzy o ciepłej kurtce czy butach aby nie musiał chodzić boso… No właśnie. W ciągłym pędzie kupowania zapominamy się dzielić. Kupowanie jest ok jeśli rzeczy, których już nie używamy przekazujemy dalej. I taka myśl mnie naszła, Ikea, którą zresztą uwielbiam, – wynalazek naszych czasów, sklep na każdą kieszeń dla spragnionych pięknego i uporządkowanego mieszkania: szafy, przegródki, pudełka, koszyczki, milion możliwości jak uporządkować i zmieścić wszystko w naszym małym M3. Do tej pory, ja też myślałam, że to jest super, i każdy kupiony koszyczek, pudło zapełniałam wierząc, że nad wszystkim panuję… Błędne koło, bo ja wcale nie potrzebowałam przechowywać tych wszystkich rzeczy. Od tygodni trwają u mnie czystki w mieszkaniu. Wszystkie akcesoria do przechowywania z Ikei stoją puste, teraz ich się muszę pozbyć. Wyniosłam z domu wiele worków ciuchów, zabawek, starych płaszczy i kurtek bo wierzyłam, ze może jeszcze je założę. Zostawiłam tylko to co naprawdę używam w danej chwili, nic na mnie nie czeka na ‚kiedyś’. Nie wyrzucam bo to nie ekologiczne, ja przekazuję dalej. Oddaję lub sprzedaję. Ludzie chętnie kupują używane rzeczy. Ja sprzedaję czasem za symboliczną kwotę bo nie chodzi o to, żeby zarobić, ale żeby być jednocześnie eko. Musimy być mądrzy w podejmowaniu decyzji, bierzmy na siebie odpowiedzialność.

Zachęcam do kupienia i przeczytania książki Hideko. A potem przekażcie ją waszym mamom 😉 Do kupienia w empik.

Macie swoje rytuały?

Kiedyś zaśmiałam się pod nosem gdy znajoma opowiadała, jak to ma swój niedzielny rytuał przygotowywania i picia kawy. Rytuał… – pomyślałam.
Z czasem uświadomiłam sobie, jaka to genialna myśl, mieć swój własny rytuał. Coś co bez względu na okoliczności sprowadza mnie do stanu przyjemności. Kiedyś miałam więcej rytuałów, i nawet nie byłam tego świadoma, no bo też czasu było więcej, człowiek nie wnikał i nie analizował obecnej chwili. Wieczorem zawsze była telewizja, ulubiony serial, rano, wiadomo, owsianka i tvn24 przed pracą, książka w autobusie, wyjście do baru w piątkowe popołudnie. Świat zmienił się gdy urodziły się dzieci. Rytuał brzmi jak coś abstrakcyjnego, coś niepowtarzalnego. Wieczór sam na sam z mężem zaczyna się o 22 (od paru miesięcy tak zasypiają nam dzieci), sobota i niedziela to zawsze wielka bomba zadaniowa (pranie, sprzątanie, zakupy, kościół, znajomi, spacer), i znów gdzie tu czas na rytuały. Choćbym bardzo chciała, aby nasze życie rodzinne było uporządkowane, posiłki i drzemki o stałych porach (rutyna!), to powiem szczerze, przy dwójce dzieci jest trudno. Dziecko zmienia się z każdym miesiącem i zmieniają się też jego nawyki. To ja się musze dopasować. Ale odbiegam od tematu i niepotrzebnie straszę przyszłe mamy. Przede wszystkim nic bardziej nie ubarwia naszego nudnego życia niż dzieci. To nie tylko ich zabawki czynią nasze mieszkanie kolorowym, żyjąc w tym chaosie i natłoku doświadczeń człowiek naprawdę jest szczęśliwy i spełniony. I zmęczony owszem, ale to marginalne uczucie.

Rytuały powinny być naszym świadomym wyborem na każdym etapie życia. Są ważne bo dają nam chwilę oddechu i poczucie, że proste rzeczy czynią nas szczęśliwym. Bo to nie skok ze spadochronem daje szczęście. Szczęście daje coroczny wyjazd do babci na wieś, lepienie pierogów z mamą w Wigilię, słuchanie bulgotu wody w kawiarce i delektowanie się zapachem kawy, kąpiel przy świecach z ulubioną muzyką raz w miesiącu gdy dzieci pozwolą ci dłużej posiedzieć w łazience. To są te momenty gdy nie pędzimy i nic nie musimy, a przede wszystkim robimy coś dla siebie. Wbrew pozorom nie dla ciała a dla duszy.

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    O mnie

    Życie jest proste. Szczęście jest w naszej głowie. Wierzę, że w życiu wszystko zależy od nas samych, to my je kreujemy. Niczego nie szukam, bo mam wszystko. Czasem tylko trochę więcej słońca by się przydało.

    Obecnie moje życie jest przepełnione obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką maluchów. I cieszę się, każdą chwilą, którą mogę spędzić w ten sposób. Życie jest piękne w każdym momencie.