Czy kiedyś doba była dłuższa? Rozważania, wcale nie filozoficzne, na temat czasu.

Zaczął się Nowy rok. A ja, zamiast entuzjastycznie realizować postanowienia noworoczne, kolejny wieczór spędzam na nieefektywnym usypianiu młodzieńca. Zmęczona rolą matki i obowiązkami domowymi, zastanawiam się jak kiedyś nasze mamy dawały sobie radę, kiedy nie było tych wszystkich udogodnień, które są teraz? Dla mnie doba jest za krótka o jakieś cztery godziny, brakuje mi dwóch godzin na czas dla siebie i dwóch godzin na dodatkowy sen. Ale piszę z perspektywy osoby zajmującej się domem i dwójką małych dzieci na co dzień, tzw. mama 24h. Znana również jako Supermama lub Wielozadaniowiec. Nie rozumiem, jakim cudem mając pralkę, zmywarkę, wszystkie te kuchenne urządzenia, pampersy, interaktywne zabawki dla dzieci, ciepłą wodę non stop i ogrzewanie, ja ciągle uczestniczę w gonitwie codziennych obowiązków.

Czytaj więcej

Kłótnie małżeńskie i co z nich wynika

Kiedyś pokłóciłam się z mężem, że nie gotuje, że się nie stara, że wszystko ja, i takie tam durnoty…. Hormony, jak nic. Gdy przyszła skrucha i wyrzuty sumienia, przeprosiłam go, i żeby nie było mu przykro, że wytknęłam mu jego brak kulinarnych aspiracji rzekłam: „nie martw się, nie każdy jest Gordonem w kuchni…”. Bardziej jednak do siebie powinnam była skierować te słowa. Oczekujemy zbyt wiele od tej drugiej osoby. Stąd biorą się niepotrzebne konflikty. Nagle próbujemy formować naszego partnera, zapominając o podstawowej zasadzie udanego związku: AKCEPTACJA.

Może i chciałabym mieć podany trzydaniowy obiad co drugi dzień (przy jednoczesnym porządku w kuchni!) ale to nierealne. Mój mąż nigdy nie będzie gotować zawzięcie i z pasją jak Gordon Ramsay, on po prostu tego nie czuje. Kwestia nakarmienia rodziny spoczywa na moich barkach. Ale za to, z nikim nie czuję się tak bezpiecznie w samochodzie jak z moim mężem. Bo z niego jest prawdziwy Kubica (w przeciwieństwie do mnie, o czym ciągle muszę mu przypominać, ja Kubicą nie jestem, typowa baba za kółkiem).

Każdy z nas jest w czymś dobry. Owszem, możemy dokształcać się na innym polu, uczyć się nowych rzeczy i być otwarci na nie. Tylko nie powinniśmy wypominać tego innym. Nie można być doskonałym we wszystkim, ba, nie warto nawet! Lepiej skupić się na kilku rzeczach niż brać wszystko na raz. W pewnych sprawach warto być przeciętnym. Ze mnie na przykład taka ppd (perfekcyjna pani domu), że po wyjściu z Lidla pogubiłam ziemniaki na parkingu. Zgrywałam niezależną i pewną siebie laskę (w końcu bez dzieci! niemamuśka!), która wyskoczyła na małe zakupy i wraca do auta, wiatr we włosach, skóra błyszczy i nagle bach, siatka się urwała. Pewna siebie pozbierałam, ale nie ominęła mnie konfrontacja, z takim że też pewnym siebie panem, który także wybrał się na małe zakupy do Lidla: „ziemniaki pani pogubiła, proszę jeszcze jeden”, i wręczył mi ziemniaka. Wróciłam na ziemię. Wniosek jest następujący, nie świrujmy, bądźmy sobą. I nie oczekujmy też od kogoś aby był kimś innym.

Nie każdy jest Gordonem i umie gotować, nie każdy ma pedantyzm we krwi i porządek dookoła, nie każdy kocha sztukę i będzie biegał z wami po muzeach, nie każdy ma twardy łeb i będzie wam dotrzymywał kroku w piciu.

Na koniec takim inteligenckim cytatem rzucę: „Zanim zaczniesz być kimś, najpierw bądź samym sobą”. – Fiodor Dostojewski 😎

I kilka zdjęć, bo jesień wciąż piękna.

Budzik dzwoni, trzeba wstać…

Kto wcześnie wstaje, ten ma dzieci wiadomo, albo psa, albo po prostu wstaje do pracy. Nie ma zmiłuj, wszyscy mamy jakieś obowiązki. Deficyt snu to chyba najbardziej powszechna bolączka naszej cywilizacji. No bo, z ciągłego braku czasu na wszystko, oszczędzamy na śnie. I tak, chodzi już drugą dekadę zombi po świecie. Niewyspane matki, niewyspani ojcowie, niewyspani alkoholicy, niewyspani pracoholicy, niewyspana młodzież, niewyspani studenci. Na sen nigdy już nie wezmę nic, jak śpiewała Urszula, nie trzeba bo mam dzieci, ja tylko zamknę oczy i śpię. Mój mąż zasypia przy usypianiu córki, zasypia, gdy czyta książkę, zasypia gdy trzyma Młodego na rękach (wczoraj!) i zasypia na kazaniu w kościele. Tak, na stojąco! Ja zasypiam 15 minut po włączeniu filmu, na który napalałam się od miesiąca, zasypiam gdy wsiądę do samochodu, i prawdopodobnie zasnęłabym w każdej chwili i sytuacji, gdybym nie musiała zajmować się dziećmi. I jeszcze, od trzech lat, nie przespałam ciągiem ani jednej nocy, mówiąc inaczej, nie śpię od trzech lat. Straszne. Ale pocieszam się, że sąsiedzi z dołu mają tak samo. Pociesza mnie nawet, to że Kasieńka leci na spacer z psem o 5 rano (śmieję się szyderczo 😆 ). Może kiedyś pośpię sobie do południa, spróbuję, pogadam z mężem, na pewno zrozumie, najwyżej będzie sobota bez sprzątania albo niedziela bez obiadu . Życzę wszystkim, żeby spali póki mogą, nie ma nic lepszego niż porządnie pospać. I miłego czwartku, bo zaraz piątek i kto ma dobrze ten ma weekend. A ja idę łapać jeszcze pięć minut snu póki bąki śpią, a potem jak to śpiewał Łona „kawa, moja wspaniała kawa…”.

Moje ulubione kino romantyczne, kilka propozycji

Mam propozycje dla wszystkich zabieganych kobietek. Sobota wieczór (piątek, czwartek byleby tylko spokojny!). Zarezerwujcie ten czas dla siebie, niech dzieci już śpią, facet niech idzie na dawno umawiane piwo z kumplami. Ten wieczór spędźcie same ze sobą. Drogie Panie to nie żadna perwersja pobyć czasem sam na sam ze sobą;) Przygotujcie się na ten wieczór, jakbyście miały przyjmować gości. I zaserwujcie sobie pyszne jedzonko, do tego deser i lampka wina. I zawczasu zdecydujcie jaki film będziecie oglądać, wszystkie wiemy, że latanie po kanałach to wieczór stracony. Jak uczta to uczta. Z własnego doświadczenia wiem, że z wyborem filmu nie jest łatwo. Ale ponieważ mam świetną pamięć do filmów i oglądam ich naprawdę dużo przedstawię kilka wytypowanych przeze mnie pozycji (starych i nowych), które uprzyjemnią Wam wieczór, a wierzcie mi, oglądając w samotności o wiele bardziej odczujecie i skupicie się na filmie. I jeszcze jedno, dla mnie dobre kino jest wtedy kiedy jest miłe dla oka, my kobiety też jesteśmy wzrokowcami;) A więc…

„Preety women” – wiem, wiem, wypalam z tym i to na samym początku. Ale wiem też, że wiele z nas nigdy nie widziało tego filmu, a on jest naprawdę uroczy i Julia Roberts uwodzi do samego końca (nie tylko mężczyzn). To jest coś co oglądałam na kasecie video mojego dziadka i jeszcze wielokrotnie wracałam do tego filmu. Przyjemne kino na spokojny wieczór.

„Narzeczony mimo woli” – naprawdę prześmieszna komedia z Sandrą Bullock i przystojnym Ryanem Reynoldsem w rolach głównych. Uwielbiam ten film i za każdym razem bawi mnie do łez. Nie ma tu nudy a jest zabawnie i romantycznie.

„Love, Rosie” – brytyjski humor nigdy mi się nie znudzi. W tym filmie gra przystojny Sam Claflin (nie znacie go? No to musicie go poznać!). W tym filmie jest przedstawiona piękna historia miłosna, zabawne perypetie bohaterów i bardzo życiowe historie. Ten film wciąga od samego początku.

„Szczęście nigdy nie przychodzi samo” – tym razem kino francuskie. A my kobiety lubimy to co francuskie… Francja to smaki, zapachy, elegancja, miłość… A ostatnimi czasy kino francuskie należy do jednych z moich ulubionych. I ten film bardzo mi się podobał. Nie piszę o czym bo wiadomo, o miłości…

„Pamiętnik” – ten film powinnam umieścić na pierwszym miejscu bo jest to najpiękniejszy film o miłości jaki kiedykolwiek widziałam. Kocham Rachel McAdams za tą rolę i uwielbiam jej rude wcielenie. I to chyba dla niej, nie dla Goslinga, tak często wracam do tego filmu. „Pamiętnik” jest naprawdę magiczny. Kto jeszcze go nie widział niech wie, że to kinowe MUST SEE.

Gdy w twoim życiu pojawi się dziecko…

Życie z dwójką małych dzieci to nie lada wyzwanie. Poza karmieniem i zmianą pieluszki co pół godziny u Małego Bąka, muszę jeszcze ugotować Małej Damie, która na wszystko mówi „ble” (jedno z niewielu słów, które tak ładnie wypowiada), nastawić pranie, bo to nigdy się nie kończy a mój mąż od zawsze bezwstydnie przyznaje się, że nie umie (choć tyle razy już to robił). Przysiadów też sobie nie żałuję, więc co krok po coś kucam, coś podnoszę, zanoszę do śmieci…

Jakiś czas temu byliśmy z Damą (Bączek jeszcze w brzuchu) u znajomego bezdzietnego małżeństwa. Mieszkanie wykańczali w tym samym roku co my, no ale u nich wiadomo… Sterylnie, monochromatycznie (biel i czerń zgodnie z trendami, i brak kolorowych zabawek w każdym kącie), tak jakoś spokojnie. No i oni też spokojni, trochę wydawali się znudzeni. Ona upiekła szarlotkę, on zrobił kawę z kapsułki, poopowiadali co słychać: głównie praca, może jakiś wyjazd do Azji, a jak wrócą to już pewnie pomyślą nad potomstwem, w końcu już parę lat po ślubie. I tu nagle on pyta, mina jego poważna z nutą przerażenia: jak wygląda dzień z takim małym dzieckiem? Milion obrazków przebiegło mi przez głowę. Chyba najśmieszniejszy w tym zapytaniu był jego wyraz twarzy kontrastujący z potokiem słów, które chciały się wylać z moich ust… Prawda jest brutalna, nie chcę ich zniechęcać. No bo co mamy mu powiedzieć. Jak to, jak wygląda? Zupełnie inaczej! Wyobraź sobie, że nie ma już leniwego niedzielnego popołudnia i trzygodzinnego posiedzenia z House of Cards. Dzień zaczynasz rano i nie ma zmiłuj, zaakceptuj, że nigdy w weekend nie pośpisz dłużej, no chyba że do ósmej… Pociesz się, że wciąż możesz pić tą samą dobrą kawę z ekspresu tylko, że zimną, no chyba że szybko pijesz. Monotonia – brak. Aktywność – 24h. Poziom zestresowania – jak sinusoida. Jeśli jesteś facetem to nagle uświadamiasz sobie że niesiesz swojej małej damie różowy plecaczek i wcale nie przeszkadza ci ten dziki róż, dość szybko uczysz się wiązać kucyki i warkocze i zakochujesz się na nowo. Poziom zmęczenia 100%, poziom satysfakcji 200%.

To chyba tak wygląda z dzieciakami. Życie z nimi nie jest łatwe ale z pewnością ciekawsze. I cieszę się że rosną i się zmieniają, to każdy nasz dzień czyni innym. Gdzieś na jakimś szczeblu szukam monotonii bo ją po prostu lubię, wydłubuję odrobinę czasu na własne rytuały, jak kąpiel, chwila z książką, piątkowy wieczór z mężem. Ale tak naprawdę, to muszę się poświęcić aby wychować to życie które stworzyliśmy, i zachować w tym wszystkim radość i beztroskę, nie myśleć o zmęczeniu.

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    O mnie

    Życie jest proste. Szczęście jest w naszej głowie. Wierzę, że w życiu wszystko zależy od nas samych, to my je kreujemy. Niczego nie szukam, bo mam wszystko. Czasem tylko trochę więcej słońca by się przydało.

    Obecnie moje życie jest przepełnione obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką maluchów. I cieszę się, każdą chwilą, którą mogę spędzić w ten sposób. Życie jest piękne w każdym momencie.