Jak wyprawić przyjęcie urodzinowe dziecka i nie zwariować

Tydzień temu wyprawialiśmy przyjęcie urodzinowe dla naszej Róży. Siliłam się aby było fajnie, fajnie dla dzieciaków. Z czasem pewnie nabiorę wprawy, póki co wciąż się uczę. Ale wiedza zdobyta nie pójdzie w las. Moje notatki z cyklu: jak wyprawić przyjęcie urodzinowe dla dziecka i nie zwariować:

Czytaj więcej

Czy kiedyś doba była dłuższa? Rozważania, wcale nie filozoficzne, na temat czasu.

Zaczął się Nowy rok. A ja, zamiast entuzjastycznie realizować postanowienia noworoczne, kolejny wieczór spędzam na nieefektywnym usypianiu młodzieńca. Zmęczona rolą matki i obowiązkami domowymi, zastanawiam się jak kiedyś nasze mamy dawały sobie radę, kiedy nie było tych wszystkich udogodnień, które są teraz? Dla mnie doba jest za krótka o jakieś cztery godziny, brakuje mi dwóch godzin na czas dla siebie i dwóch godzin na dodatkowy sen. Ale piszę z perspektywy osoby zajmującej się domem i dwójką małych dzieci na co dzień, tzw. mama 24h. Znana również jako Supermama lub Wielozadaniowiec. Nie rozumiem, jakim cudem mając pralkę, zmywarkę, wszystkie te kuchenne urządzenia, pampersy, interaktywne zabawki dla dzieci, ciepłą wodę non stop i ogrzewanie, ja ciągle uczestniczę w gonitwie codziennych obowiązków.

Czytaj więcej

Zróbmy sobie kolor

Kolorowa rewolucja czas start.

Bardzo lubię otaczać się kolorami. Choć nigdy jakoś specjalnie nie przywiązywałam do nich wagi, to zdarzało mi się dostać wypieków na twarzy na widok boskiego czerwonego swetra. Z kolorami eksperymentowałam dużo. W przeciągu dwóch lat, trzy razy przemalowałam sypialnię (za trzecim razem sama bo mąż już się zbuntował) raz na biało, potem na bardzo ciemną zieleń, a na koniec na kremowy. Dało się. Każdy kolor mi się podobał, ale nie sądziłam, że na tak krótko. Doświadczenie nauczyło mnie szaleć z kolorami na wszystkim, ale jak najmniej na ścianach. Tym sposobem, mam żółty fotel, czerwone krzesła, czarne zasłony, zielony dywan… Czytaj więcej

Idealna niedziela. Dzień kiedy możesz wszystko ale nie musisz nic.

Idealna niedziela jest wtedy kiedy cały plan, który sobie założyliśmy na sobotę, został wykonany w sobotę. Zazwyczaj składa się na niego: sprzątanie mieszkania, prasowanie, gotowanie, pieczenie, zakupy, spacery, kąpiele, paznokcie, wypad do baru albo wieczorny seans filmowy. Po takim dniu wstajesz w niedzielę, i jak to Pan Bóg przykazał, odpoczywasz. Czytaj więcej

Kłótnie małżeńskie i co z nich wynika

Kiedyś pokłóciłam się z mężem, że nie gotuje, że się nie stara, że wszystko ja, i takie tam durnoty…. Hormony, jak nic. Gdy przyszła skrucha i wyrzuty sumienia, przeprosiłam go, i żeby nie było mu przykro, że wytknęłam mu jego brak kulinarnych aspiracji rzekłam: „nie martw się, nie każdy jest Gordonem w kuchni…”. Bardziej jednak do siebie powinnam była skierować te słowa. Oczekujemy zbyt wiele od tej drugiej osoby. Stąd biorą się niepotrzebne konflikty. Nagle próbujemy formować naszego partnera, zapominając o podstawowej zasadzie udanego związku: AKCEPTACJA.

Może i chciałabym mieć podany trzydaniowy obiad co drugi dzień (przy jednoczesnym porządku w kuchni!) ale to nierealne. Mój mąż nigdy nie będzie gotować zawzięcie i z pasją jak Gordon Ramsay, on po prostu tego nie czuje. Kwestia nakarmienia rodziny spoczywa na moich barkach. Ale za to, z nikim nie czuję się tak bezpiecznie w samochodzie jak z moim mężem. Bo z niego jest prawdziwy Kubica (w przeciwieństwie do mnie, o czym ciągle muszę mu przypominać, ja Kubicą nie jestem, typowa baba za kółkiem).

Każdy z nas jest w czymś dobry. Owszem, możemy dokształcać się na innym polu, uczyć się nowych rzeczy i być otwarci na nie. Tylko nie powinniśmy wypominać tego innym. Nie można być doskonałym we wszystkim, ba, nie warto nawet! Lepiej skupić się na kilku rzeczach niż brać wszystko na raz. W pewnych sprawach warto być przeciętnym. Ze mnie na przykład taka ppd (perfekcyjna pani domu), że po wyjściu z Lidla pogubiłam ziemniaki na parkingu. Zgrywałam niezależną i pewną siebie laskę (w końcu bez dzieci! niemamuśka!), która wyskoczyła na małe zakupy i wraca do auta, wiatr we włosach, skóra błyszczy i nagle bach, siatka się urwała. Pewna siebie pozbierałam, ale nie ominęła mnie konfrontacja, z takim że też pewnym siebie panem, który także wybrał się na małe zakupy do Lidla: „ziemniaki pani pogubiła, proszę jeszcze jeden”, i wręczył mi ziemniaka. Wróciłam na ziemię. Wniosek jest następujący, nie świrujmy, bądźmy sobą. I nie oczekujmy też od kogoś aby był kimś innym.

Nie każdy jest Gordonem i umie gotować, nie każdy ma pedantyzm we krwi i porządek dookoła, nie każdy kocha sztukę i będzie biegał z wami po muzeach, nie każdy ma twardy łeb i będzie wam dotrzymywał kroku w piciu.

Na koniec takim inteligenckim cytatem rzucę: „Zanim zaczniesz być kimś, najpierw bądź samym sobą”. – Fiodor Dostojewski 😎

I kilka zdjęć, bo jesień wciąż piękna.

Budzik dzwoni, trzeba wstać…

Kto wcześnie wstaje, ten ma dzieci wiadomo, albo psa, albo po prostu wstaje do pracy. Nie ma zmiłuj, wszyscy mamy jakieś obowiązki. Deficyt snu to chyba najbardziej powszechna bolączka naszej cywilizacji. No bo, z ciągłego braku czasu na wszystko, oszczędzamy na śnie. I tak, chodzi już drugą dekadę zombi po świecie. Niewyspane matki, niewyspani ojcowie, niewyspani alkoholicy, niewyspani pracoholicy, niewyspana młodzież, niewyspani studenci. Na sen nigdy już nie wezmę nic, jak śpiewała Urszula, nie trzeba bo mam dzieci, ja tylko zamknę oczy i śpię. Mój mąż zasypia przy usypianiu córki, zasypia, gdy czyta książkę, zasypia gdy trzyma Młodego na rękach (wczoraj!) i zasypia na kazaniu w kościele. Tak, na stojąco! Ja zasypiam 15 minut po włączeniu filmu, na który napalałam się od miesiąca, zasypiam gdy wsiądę do samochodu, i prawdopodobnie zasnęłabym w każdej chwili i sytuacji, gdybym nie musiała zajmować się dziećmi. I jeszcze, od trzech lat, nie przespałam ciągiem ani jednej nocy, mówiąc inaczej, nie śpię od trzech lat. Straszne. Ale pocieszam się, że sąsiedzi z dołu mają tak samo. Pociesza mnie nawet, to że Kasieńka leci na spacer z psem o 5 rano (śmieję się szyderczo 😆 ). Może kiedyś pośpię sobie do południa, spróbuję, pogadam z mężem, na pewno zrozumie, najwyżej będzie sobota bez sprzątania albo niedziela bez obiadu . Życzę wszystkim, żeby spali póki mogą, nie ma nic lepszego niż porządnie pospać. I miłego czwartku, bo zaraz piątek i kto ma dobrze ten ma weekend. A ja idę łapać jeszcze pięć minut snu póki bąki śpią, a potem jak to śpiewał Łona „kawa, moja wspaniała kawa…”.

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    O mnie

    Życie jest proste. Szczęście jest w naszej głowie. Wierzę, że w życiu wszystko zależy od nas samych, to my je kreujemy. Niczego nie szukam, bo mam wszystko. Czasem tylko trochę więcej słońca by się przydało.

    Obecnie moje życie jest przepełnione obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką maluchów. I cieszę się, każdą chwilą, którą mogę spędzić w ten sposób. Życie jest piękne w każdym momencie.